Dwa klocki w pionie i kawałek trzeciego ;)
-
DST
86.00km
-
Teren
30.00km
-
Czas
05:05
-
VAVG
16.92km/h
-
VMAX
57.01km/h
-
Temperatura
12.0°C
-
HRmax
176( 88%)
-
HRavg
142( 71%)
-
Kalorie 5480kcal
-
Podjazdy
2272m
-
Sprzęt Stary
-
Aktywność Jazda na rowerze
Paskudna dzisiaj pogoda (pewnie w większości Polski dość pochmurno, chłodno no i ten mocny przeszkadzający wiatr), ale już wcześniej zaplanowałem na dzisiaj mocny trening więc trzeba było spróbować. Najwyżej w przypadku deszczu bym go przerwał, ale po czasie okazało się, że nie było to konieczne.
Cel to było poprawienie wyniku w przewyższeniu. Już wcześniej sobie wymyśliłem absurdalną trasę obejmującą Kopalnię, Petrovkę i Odrodzenie jako trzy punkty do zaliczenia, i z każdego z nich zjazd możliwie jak najniżej aby rozpocząć pełen podjazd do kolejnego celu. Zmieniłem jedynie kolejność tych lokalizacji. Pierwszy z nich (najbardziej odległy od domu) to Odrodzenie. Znany Wam temat ponieważ mój poprzedni wpis nawiązywał do niego.
Już na etapie Cieplic jak spojrzałem na góry to wiedziałem, że gdyby zapytać 10-ciu losowych turystów czy chcieliby tam teraz być to z pewnością wszyscy odpowiedzieli by, że NIE. Też tak samo bym odpowiedział, ale też przypomniało mi się co mówiłem do żony wychodząc z domu:
"dzisiaj będą jeździli tylko prawdziwi mężczyźni, a kobiety zostaną w domach".
Trochę bez przekonania ale w tym momencie moja odpowiedź brzmiała: jadę!
Szczerze to miałem jeszcze nadzieję, że przebiję dętkę i nie będę musiał tam jechać ... a zaoszczędzony czas z treningu spędzę w ogródku piwnym w Parku Norweskim (oczywiście zmieniając tam dętkę) ;)
Chyba wielu kolarzy łapie takie defekty bo zawsze z ulicy widzę, że jest ich tam co najmniej kilku.
No nic ... na szczycie Borowic mżawka ... kurde niedobrze, ale pewnie dalej może być już tylko gorzej. A co mi tam szkodzi - najwyżej zawrócę i będę uciekał przed deszczem. Nachylenie w drugą stronę jest takie, że w Cieplicach byłbym przed nim :)
Rozpocząłem znajomy podjazd, poczytałem sobie na asfalcie co tam ludzie wypisują ... no i po ok. 15 minutach walki z samym sobą, asfaltem o nachyleniu >20%, mżawką, wreszcie dojechałem na górę. Nawet nie było zimno ... dopóki nie zobaczyłem jak ubrani byli turyści wysiadający z autobusu. Spojrzałem na siebie i zrobiło się mi zimno. Ale też byłem z siebie zadowolony bo pierwszy cel osiągnąłem. Pyknąłem na szybko 3 fotki krajobrazowe (to będą polskie kikuty):
Jeśli jeszcze w tym momencie ktoś z Was nie pomyślał sobie o mnie w kategoriach "postać z problemem natury psychicznej" to dodam, że mój drugi cel znajduje się tuż obok. Tylko problem jest inny - teraz trzeba zjechać te 800 m przewyższenia w dół i już ze świadomością stanu pogody rozpocząć ponowne wjeżdżanie do góry.
Zjechałem na dół (w Przesiece już widoczek był taki):
Z Podgórzyna przez Zachełmie dostałem się do Sobieszowa i zacząłem tę jazdę do góry. W lesie w miejscu w którym zaczyna się Petrovka zrobiłem 2 ostatnie zdjęcia:
Oczywiście w tym miejscu znów mocna mżawka, ale stwierdziłem "może wyżej będzie lepiej" więc "lecim" ;). Petrovki nie wyjechałem. W kilku miejscach koło się uśliznęło i był STOP.
Po znalezieniu miejsca z nachyleniem poniżej 20% wsiadałem na rower i znów pedałowałem. W jednym najstromszym miejscu nawigacja ześwirowała bo pokazywała nachylenie 45%. Bzdura (bo w tym miejscu jest niecałe 23-24%) - sprawdzone wielokrotnie licznikiem VDO. Całej Petrovki nie męczyłem (końcówka polega na niesieniu roweru na plecach). Moim celem było dojechanie do drogi prowadzącej do Szklarskiej Poręby (wysokość 1000 m. n.p.m). Zjazd był katastrofą poprzez te przepusty do odprowadzania wody pomontowane co 15 metrów i wystające na 10 cm w górę. Jakoś zmęczyłem ten zjazd (odbiłem w pewnym momencie na Michałowice) i później pojechałem na Grzybowiec. Z Grzybowca kolejny trudny zjazd techniczny w kierunku Piechowic (na mapie w wielu miejscach widać, że jechałem całkowicie po lesie, po łąkach i polach).
Z Piechowic ruszyłem w kierunku celu nr. 3 (Kopalnia), ale już nie dojechałem. Odbiłem na Polanę Czarownic, "zaliczyłem" jeszcze Krokusy i zjechałem do domu. Po wyniku kcal (5480) domyślacie się, że miałem już dość.
Teraz pozostanie najprzyjemniejsze: odtworzenie spalonych kcal przy użyciu napojów regenerujących "inaczej" - czego i Wam z okazji kończącej się soboty życzę. :)
Link do dokładniejszych statystyk treningu w serwisie: navime.pl
i ogólna mapka + profil:
Kategoria Treningi
komentarze