Treningi
| Dystans całkowity: | 59467.10 km (w terenie 2548.50 km; 4.29%) |
| Czas w ruchu: | 2426:04 |
| Średnia prędkość: | 25.11 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 105.50 km/h |
| Suma podjazdów: | 626336 m |
| Maks. tętno maksymalne: | 195 (108 %) |
| Maks. tętno średnie: | 184 (92 %) |
| Suma kalorii: | 2305381 kcal |
| Liczba aktywności: | 1375 |
| Średnio na aktywność: | 45.19 km i 1h 46m |
| Więcej statystyk | |
Rozgrzewka
-
DST
5.00km
-
Teren
3.00km
-
Czas
20:00
-
VAVG
0.25km/h
-
Temperatura
22.0°C
-
Kalorie 250kcal
-
Podjazdy
130m
-
Sprzęt Stary
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rozgrzewka przed maratonem w Głuszycy.
Kategoria Treningi
"Jak z jajkiem ..."
-
DST
50.00km
-
Czas
02:10
-
VAVG
23.08km/h
-
VMAX
61.24km/h
-
Temperatura
14.0°C
-
HRmax
173( 87%)
-
HRavg
149( 75%)
-
Kalorie 2650kcal
-
Podjazdy
720m
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dzisiaj planowałem nieco mocniejszy trening, ale nie było "mocy". Prawdopodobnie organizm nie wypoczął po ostatniej poniedziałkowej jeździe. Coś tam popedałowałem, ale zrezygnuję z jutrzejszego treningu. W piątek również nie wsiadam na rower. Muszę porządnie odpocząć, zebrać siły, poczuć głód jazdy, znaleźć tę świeżość, która pozwala na jazdę na przyzwoitym poziomie nie męcząc zbyt mocno.
Tak więc następna jazda to sobotni maraton w Głuszycy.
Teraz trzeba na siebie uważać, patrzeć co się je, nie przemęczać się zbytnio, wyspać się z piątku na sobotę itp. itd - czyli obchodzić się jak z jajkiem. Wszystko po po to aby tym razem w sobotę ... ? - no co ? - zaspać ? ;)
Link do dokładniejszych statystyk treningu w serwisie: navime.pl i ogólna mapka + profil:
Kategoria Treningi
Sprawdzian formy.
-
DST
45.00km
-
Czas
01:48
-
VAVG
25.00km/h
-
VMAX
52.13km/h
-
Temperatura
12.0°C
-
HRmax
178( 89%)
-
HRavg
156( 78%)
-
Kalorie 1960kcal
-
Podjazdy
590m
-
Sprzęt Stary
-
Aktywność Jazda na rowerze
Powoli wylizuję się z "przygody" ostatnich dni. Nadal piję kropelki i połykam węgiel leczniczy. Brzuch boli, ale chyba już nie żołądek tylko raczej mięśnie brzucha po tym "samo oczyszczeniu" ;)
Dzisiaj wsiadłem już na rower bo jutro nie mogę, a w obliczu sobotniej Głuszycy to na ewentualny sprawdzian formy możliwości pozostało już niewiele. Najbardziej mnie interesowało jaką krzywdę spowodowała ta moja dolegliwość. Skoro w niecałe 3 dni zgubiłem z wagi 3 kg (aczkolwiek wczoraj z powrotem te 3 kg wróciły) to podejrzewałem (i nie tylko ja), że chyba jednak osłabienie organizmu musi być.
I dzisiejsza jazda (w mocnej mżawce) miała pokazać jak jest naprawdę. Przed wyjazdem podmieniłem oponki na te w których wystartuję w Głuszycy. Standardowa oponka ostatnich lat dla mojej byłej wagi (momentami >120 kg) i agresywnej jazdy, czyli Nobby Nic 26x2.25 DD. Oczywiście w tym sezonie jeszcze opaski antyprzebiciowe i jeśli w takiej konfiguracji trafi się "kapeć" to znaczy, że pora zmienić tę dyscyplinę sportu na inną. ;)
A więc odnośnie treningu. Nie były moim celem jakieś góry, ale sprawdzian siły i kondycji. Pogoda zniechęciła mnie do wyjazdów poza "posesję" więc wybór trasy był oczywisty: pętelki Piechowice-Piechowice Górne-Górzyniec-Piechowice. Pojawiała się ta trasa wielokrotnie wcześniej w moim wpisach. Jedno okrążenie ma 6,25 km, ok. 60 m przewyższenia i rekord życiowy z tego roku na pełnych 4-rech okrążeniach wynosi: 1:00:00. Czyli średnia łatwa do wyliczenia 25,00 km/h. Pamiętam, że jak zrobiłem ten wynik to jeszcze przez jakiś czas miałem odruch typu:
"jak będę chciał pobić ten wynik to się kilka razy poważnie nad tym zastanowię, czy aby na pewno chcę".
Dzisiaj oczywiście nie planowałem bić żadnych rekordów tylko pojechać mocno i zobaczyć jaką szkodę w organizmie w zakresie mikro i makro elementów sprawiało biegunka ostatnich dni. No i sprawdziłem ... czas 55:55. Ciekawe, prawda ?. Po 4-trech okrążeniach pojechałem jeszcze Michałowice w czasie 16:40 - czyli bardzo dobry wynik. Trening w pewnym momencie lekko przerodził się w wyścig - to tak informacyjnie żeby nie było, że jestem jakiś cyborg czy coś w tym guście. ;) Pojechałem na tyle mocno, że ochota, siła i mięśnie odmówiły chęci aby dalej kontynuować trening. Może gdybym nie czuł wody w butach i przylepionej koszulki do pleców w tej zimnicy to byłoby inaczej.
Odpowiedź na dręczące pytanie poznałem, rower przetestowany po zmianach no i pozostaje z drobnymi treningami w środę/czwartek wypatrywać zbliżającej się soboty. Może tym razem się uda stanąć chociaż na linii startowej sektora 7 (chociaż po cichu liczę, że wystartuję z nieco wcześniejszego - nawet z 6-stki będę zadowolony). Ale to pozostaje w gestii orga bo nie ukrywam, że wystosowałem w tym celu maila, ale też jestem świadom, że moja prośba jest raczej taka dziwna, nawet może nie dziwna, ale "dziwnie nie uzasadniona". Ładnie mi to Grześ napisał w mailu, myślę, że się nie obrazi jak zacytuję:
---
Dla Ciebie czy dla mnie - skoro wiem jak teraz trenujesz - logicznym i uzasadnionym byłoby przesunięcie Cię wyżej ale dla Grabka niekoniecznie bo na podstawie czego on ma Cię przypisać do wysokiego sektora ? - na podstawie Twojej subiektywnej oceny swojego poziomu ? :)))
---
I tyle w tym temacie ... .
Link do dokładniejszych statystyk treningu w serwisie: navime.pl i ogólna mapka + profil:
Kategoria Treningi
Wykorzystując ładną pogodę.
-
DST
61.00km
-
Czas
02:39
-
VAVG
23.02km/h
-
VMAX
60.28km/h
-
Temperatura
18.0°C
-
HRmax
173( 87%)
-
HRavg
149( 75%)
-
Kalorie 2800kcal
-
Podjazdy
1040m
-
Sprzęt Stary
-
Aktywność Jazda na rowerze
W ostatnich dniach pogoda nas nie rozpieszcza. Pochmurno, mokro, ciągle padający deszcz, zimno. Można na siłę trenować tylko czy warto niszczyć sprzęt, ryzykować zdrowiem i bądź co bądź zmuszać się do wyjścia na dwór ? - niekoniecznie. Można mieć troszkę szczęścia i trafić na środę w którą pracuje się do 10:10 i jednocześnie trafić ten jedyny dzień ładnej pogody (od jutra znów ma być byle jak). :)
Wczoraj mieliśmy pojechać wspólny trening w osobie Grzesia, Bartka i mnie. Koniec końców nie pojechaliśmy (patrząc z perspektywy czasu chyba słusznie) bo lać przestało dopiero wieczorem.
Wówczas Bartek pojechał na trening (pogoda go oszukała - zmókł), Grześ też pojechał (chyba bez deszczu, wracał po zmroku), ja odpuściłem bo wiedziałem, że dzisiaj będzie mój dzień.
A więc pojechałem. Cel ? - popedałować, zrobić przyzwoity wynik km/przewyższenie, nie zajechać się bo w sobotę start. Ważny dla mnie bo:
- pierwszy "maraton" w tym sezonie i pojedzie kilku moich znajomych do których będę mógł się przyrównać wynikiem i poznać odpowiedź czego mogę oczekiwać po sobie w kolejnych startach.
- wynik, który uzyskam z pewnością będzie dla mnie podstawą do negocjacji o zmianę sektora na Głuszycę (aktualnie mam ostatni - 7-dmy). Jeszcze w tym roku w edycji "Grabkowej" nie jechałem.
- jak się ma przydarzyć defekt i się przytrafi to nic się nie dzieje. A jak się nie przytrafi to i samopoczucie na Głuszycę będzie całkiem inne :)
No ale wracając do dzisiejszego treningu. Pierwsze 45 minut jakoś mi nie szło. Tętno niskie, w ogóle brak chęci do jazdy. Później nieco się rozkręciłem i suma sumarum fajnie wyszło. Po tętnie widać, że średnie jest przyzwoite, maksymalne jest dość niskie czyli na podjazdach nie żyłowałem, dystans jest dobry, prędkość średnia również, przewyższenie takie jak założyłem. Czyli taki porządniejszy rozruch. :) Jutro spróbuję delikatnie ok. 40 km z niewielkim przewyższeniem i pozostanie wypatrywać soboty. ;)
Link do dokładniejszych statystyk treningu w serwisie: navime.pl i ogólna mapka + profil:
Kategoria Treningi
Dojazd i powrót
-
DST
23.00km
-
Teren
15.00km
-
Czas
01:07
-
VAVG
20.60km/h
-
VMAX
60.50km/h
-
Temperatura
10.0°C
-
HRmax
168( 84%)
-
HRavg
142( 71%)
-
Kalorie 1520kcal
-
Podjazdy
400m
-
Sprzęt Stary
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dojazd i powrót do startu dla pętli Memoriału Jurka Zawadzkiego.
Dojazd:
Powrót:
Kategoria Treningi
Drugie podejście: trasa memoriału Jurka Zawadzkiego
-
DST
28.00km
-
Teren
28.00km
-
Czas
01:25
-
VAVG
19.76km/h
-
VMAX
50.31km/h
-
Temperatura
10.0°C
-
HRmax
176( 88%)
-
HRavg
165( 83%)
-
Kalorie 1580kcal
-
Podjazdy
700m
-
Sprzęt Stary
-
Aktywność Jazda na rowerze
Postanowiłem powalczyć raz jeszcze na trasie memoriału. Niestety dopiero po wykonanym treningu rozgryzłem tryb wyścigu. Trochę dramatycznie wyszło bo znów zajechałem się na maksa, a efekt tego jest taki:
Gdyby uwzględnić, że dzisiaj nie miałem tego "wozu" przerzucającego drewno przed którym 3 dni temu musiałem się zatrzymać to aby ocenić kiedy zrobiłem lepszy czas to potrzebowałbym chyba fotokomórki.
Dzisiaj mi się fatalnie jechało. Jednak pozostało zmęczenie z ostatniej jazdy i cały trening sprowadził się do rozmyślań czy już teraz zrezygnować, czy jeszcze ten jeden zakręt pojechać. Suma sumarum dojechałem z takimi rozmyśleniami do końca.
Przed sobotą już żadnych więcej wyścigów, jedynie wtorkowy trening z kolegami nadwyręży siły, ale już później będę "chwytał" świeżość.
Odnośnie Garmina to jak jechałem pętelki w trybie wyścigu to byłem mocno zdegustowany. Pokazywał aktualny czas jazdy + dystans i odliczany czas poprzedniej jazdy + dystans. Czyli taka trochę beznadzieja.
Jak skończyłem wyścig to uruchomiłem go raz jeszcze i rozpracowałem te wszystkie "ekraniki". No i jest rewelka. Pokazuje:
- na mapie położenie poprzedniej jazdy i aktualnej
- na profilu położenie poprzedniej jazdy i aktualnej
- różnicę w dystansie między oboma przejazdami.
I to co jest najpiękniejsze to nie robi tego wg. wartości średniej tylko realnego poprzedniego przejazdu. W przyszłości z pewnością będę korzystał (okresowo) z tego trybu jazd w celu utrzymania przyzwoitego tempa jazdy i informacji czy jadę na rekord czy jednak jest strata, która się powiększa. Informacje wynikające z samopoczucia jazdy są często subiektywne, a tu mamy realne porównanie poprzedniego treningu względem teraźniejszego.
Statystyki treningu: navime.pl
+ bikemap:
Kategoria Treningi
Dojazd, rozpoznanie, powrót.
-
DST
27.00km
-
Teren
13.00km
-
Czas
01:32
-
VAVG
17.61km/h
-
VMAX
45.70km/h
-
Temperatura
11.0°C
-
HRmax
165( 83%)
-
HRavg
136( 68%)
-
Kalorie 1540kcal
-
Podjazdy
630m
-
Sprzęt Stary
-
Aktywność Jazda na rowerze
Znowu bikemap nawalił więc jak się naprawi to dołożę ślady GPS.
Ogólnie nic ważnego bo jedynie dojazd do Michałowic, 3/4 pętli Memoriału i element powrotu do domu.
Trasa GPS - dojazd:
Trasa GPS - powrót:
Kategoria Treningi
Próba sił na trasie memoriału Jurka Zawadzkiego
-
DST
28.00km
-
Teren
28.00km
-
Czas
01:25
-
VAVG
19.76km/h
-
VMAX
48.94km/h
-
Temperatura
11.0°C
-
HRmax
179( 90%)
-
HRavg
170( 85%)
-
Kalorie 1690kcal
-
Podjazdy
700m
-
Sprzęt Stary
-
Aktywność Jazda na rowerze
Ufff ... było ciężko. Ruszyłem z Piechowic na dojazdówkę do trasy. Wychodząc z domu byłem mocno naładowany energią, ale dojazd do Michałowic znacznie mnie uspokoił - czytaj "pozbawił nadmiaru energii" (a i tak starałem się jechać spokojnie). Później przejechałem zapoznawczo 3/4 pętli (z wyjątkiem tego odcinka płaskiego po drodze "pod Reglami"). Porobiłem troszkę zdjęć:
- Trzy Jawory - stąd będziemy jechać:
i po skręcie dalej w dół:
Kawałeczek dalej zaczyna się pierwszy podjazd i tu pierwsza przeszkoda na trasie w postaci zamkniętego szlabanu na samym końcu zjazdu. Przejeżdżając dwu-krotnie to miejsce szacuję, że wyhamowanie do zera i ponowne rozpędzenie roweru to jakieś 30 sekund straty. W tym miejscu zaczyna się podjazd o nachyleniu 4-5% który kończy się ostrym skrętem w prawo i atakiem podjazdu z "buta":
Oczywiście da się go wjechać, ale dla mnie korzystniejsze będzie pokonywanie go pieszo (szybki marsz). Zakręt dalej (zdjęcie robione z góry w dół ale jest to podjazd):
i znów kawałek dalej:




Na szczycie pierwszego wzniesienia zaczyna się zjazd:
Momentami troszkę telepało:


Na szczycie drugiego wzniesienia zaczynał się kolejny zjazd:
Podsumowanie trasy: sympatyczny szuter, momentami trochę luźnych kamieni lub mocno kamieniste zjazdy. W 3-4 miejscach trochę trocin i luźnego podłoża z uwagi na prace leśne (i to zawsze na podjazdach więc mocno wyhamowuje).
Warunki jazdy idealne - zero wiatru, 100% trasy suchutka (zresztą widać na fotkach). Naprawdę nie ma się do czego przyczepić - lepiej już nie będzie.
Po zakończeniu objazdu byłem bliski rezygnacji jeśli chodzi o próbę jazdy na czas. Jednak te 18 km z przewyższeniem 600 m. trochę mnie podmęczyły. Przypomniała mi się cała trasa, a co za tym idzie jak sobie wyobraziłem, że te 2 podjazdy musiałbym zrobić tempem wyścigowym jeszcze po 2 razy to mi chęci odchodziły. Suma sumarum jakoś się w sobie zebrałem i wystartowałem. Pierwsze okrążenie chyba pojechałem zbyt mocno bo na drugim już sił brakowało (przez chwilę nawet kołatało mi po głowie aby zrezygnować z drugiego okrążenia).
Po pierwszym okrążeniu miałem czas 43:00 więc może było warto spróbować zobaczyć co dalej z tego wyjdzie ... i sprawdziłem. Ciężkie chwile przeżywałem ale jakoś dobrnąłem do końca. Powtarzałem sobie: jeszcze kawałeczek, jeszcze troszkę, w końcu tysiące osób na blogu czeka na info ... . ;)
Podsumowanie: pojechałem całą trasę w warunkach idealnych i na 100% możliwości. Jednym słowem w "trupa" (zresztą średnie tętno 170 to zjawisko u mnie do tej pory niespotykane). Normalnie czas miałbym lepszy o (co najmniej) 30-45 sekund gdyby nie te 2 szlabany i na drugim okrążeniu na zjeździe (już do "mety") przy prędkości ok. 40-45 km/h na środku drogi stał jakiś pojazd przerzucający belki z prawej strony na lewą (koła miał mojego wzrostu, a do małych to ja nie należę :) ). Zmusiło mnie to do zatrzymania i ominięcia go rowem.
I tak było dość szczęśliwie bo jakby jechał w dół to musiałbym się za nim wlec i wówczas pomiar czasu były co najwyżej orientacyjny.
A teraz najważniejsze. Wynik ... czas ... 1:25:21 (bez odejmowania tych straconych sekund na dohamowaniach). Mimo, że w samoocenie pojechałem doskonale to myślę, że 1 czerwca w podobnych warunkach wynik jest do poprawienia. Największy zapas drzemie w tym, że w dniu startu pojadę tam autem (bez jakiś 600 m przewyższenia w nogach), ale też będzie można komuś na odcinku płaskim siąść na chwilę na kole, no i aspekt rywalizacji, który nie pozostaje bez znaczenia.
Są też zagrożenia związane ze zbyt szybkim startem, zakwaszeniem mięśni itp., ale i tak nie ma co dramatyzować bo normalnie jeżdżę MEGA a Memoriał to jedynie dystans MINI.
Statystyki z treningu: navime.pl
+ bikemap (niestety bez profilu z uwagi na problemy z portalem):
Kategoria Treningi
Kompletny brak sił.
-
DST
40.00km
-
Czas
01:39
-
VAVG
24.24km/h
-
VMAX
55.71km/h
-
Temperatura
16.0°C
-
HRmax
153( 77%)
-
HRavg
129( 65%)
-
Kalorie 1870kcal
-
Podjazdy
410m
-
Sprzęt Stary
-
Aktywność Jazda na rowerze
W najbliższych dniach (2-3) robię przerwę od treningów. Po tętnie wnioskuję, że jestem zamęczony (chyba tymi ostatnimi treningami z dużymi przewyższeniami). W tym miesiącu zrobię jeszcze jeden mocny trening z Grzesiem (mam nadzieję) i reszta jazd to już będzie delikatniej i bardziej po płaskim. Wkrótce pierwsze starty - 1,8,16,23 czerwca więc trzeba zbierać siły.
Dzisiaj dodatkowo wiatr wiał nieubłaganie ... może za te kilka dni przynajmniej przestanie wiać (bo to, że będzie chłodniej to wiadomo).
Link do dokładniejszych statystyk treningu w serwisie: navime.pl
i ogólna mapka + profil:
Kategoria Treningi
Dwa klocki w pionie i kawałek trzeciego ;)
-
DST
86.00km
-
Teren
30.00km
-
Czas
05:05
-
VAVG
16.92km/h
-
VMAX
57.01km/h
-
Temperatura
12.0°C
-
HRmax
176( 88%)
-
HRavg
142( 71%)
-
Kalorie 5480kcal
-
Podjazdy
2272m
-
Sprzęt Stary
-
Aktywność Jazda na rowerze
Paskudna dzisiaj pogoda (pewnie w większości Polski dość pochmurno, chłodno no i ten mocny przeszkadzający wiatr), ale już wcześniej zaplanowałem na dzisiaj mocny trening więc trzeba było spróbować. Najwyżej w przypadku deszczu bym go przerwał, ale po czasie okazało się, że nie było to konieczne.
Cel to było poprawienie wyniku w przewyższeniu. Już wcześniej sobie wymyśliłem absurdalną trasę obejmującą Kopalnię, Petrovkę i Odrodzenie jako trzy punkty do zaliczenia, i z każdego z nich zjazd możliwie jak najniżej aby rozpocząć pełen podjazd do kolejnego celu. Zmieniłem jedynie kolejność tych lokalizacji. Pierwszy z nich (najbardziej odległy od domu) to Odrodzenie. Znany Wam temat ponieważ mój poprzedni wpis nawiązywał do niego.
Już na etapie Cieplic jak spojrzałem na góry to wiedziałem, że gdyby zapytać 10-ciu losowych turystów czy chcieliby tam teraz być to z pewnością wszyscy odpowiedzieli by, że NIE. Też tak samo bym odpowiedział, ale też przypomniało mi się co mówiłem do żony wychodząc z domu:
"dzisiaj będą jeździli tylko prawdziwi mężczyźni, a kobiety zostaną w domach".
Trochę bez przekonania ale w tym momencie moja odpowiedź brzmiała: jadę!
Szczerze to miałem jeszcze nadzieję, że przebiję dętkę i nie będę musiał tam jechać ... a zaoszczędzony czas z treningu spędzę w ogródku piwnym w Parku Norweskim (oczywiście zmieniając tam dętkę) ;)
Chyba wielu kolarzy łapie takie defekty bo zawsze z ulicy widzę, że jest ich tam co najmniej kilku.
No nic ... na szczycie Borowic mżawka ... kurde niedobrze, ale pewnie dalej może być już tylko gorzej. A co mi tam szkodzi - najwyżej zawrócę i będę uciekał przed deszczem. Nachylenie w drugą stronę jest takie, że w Cieplicach byłbym przed nim :)
Rozpocząłem znajomy podjazd, poczytałem sobie na asfalcie co tam ludzie wypisują ... no i po ok. 15 minutach walki z samym sobą, asfaltem o nachyleniu >20%, mżawką, wreszcie dojechałem na górę. Nawet nie było zimno ... dopóki nie zobaczyłem jak ubrani byli turyści wysiadający z autobusu. Spojrzałem na siebie i zrobiło się mi zimno. Ale też byłem z siebie zadowolony bo pierwszy cel osiągnąłem. Pyknąłem na szybko 3 fotki krajobrazowe (to będą polskie kikuty):


Jeśli jeszcze w tym momencie ktoś z Was nie pomyślał sobie o mnie w kategoriach "postać z problemem natury psychicznej" to dodam, że mój drugi cel znajduje się tuż obok. Tylko problem jest inny - teraz trzeba zjechać te 800 m przewyższenia w dół i już ze świadomością stanu pogody rozpocząć ponowne wjeżdżanie do góry.
Zjechałem na dół (w Przesiece już widoczek był taki):
Z Podgórzyna przez Zachełmie dostałem się do Sobieszowa i zacząłem tę jazdę do góry. W lesie w miejscu w którym zaczyna się Petrovka zrobiłem 2 ostatnie zdjęcia:

Oczywiście w tym miejscu znów mocna mżawka, ale stwierdziłem "może wyżej będzie lepiej" więc "lecim" ;). Petrovki nie wyjechałem. W kilku miejscach koło się uśliznęło i był STOP.
Po znalezieniu miejsca z nachyleniem poniżej 20% wsiadałem na rower i znów pedałowałem. W jednym najstromszym miejscu nawigacja ześwirowała bo pokazywała nachylenie 45%. Bzdura (bo w tym miejscu jest niecałe 23-24%) - sprawdzone wielokrotnie licznikiem VDO. Całej Petrovki nie męczyłem (końcówka polega na niesieniu roweru na plecach). Moim celem było dojechanie do drogi prowadzącej do Szklarskiej Poręby (wysokość 1000 m. n.p.m). Zjazd był katastrofą poprzez te przepusty do odprowadzania wody pomontowane co 15 metrów i wystające na 10 cm w górę. Jakoś zmęczyłem ten zjazd (odbiłem w pewnym momencie na Michałowice) i później pojechałem na Grzybowiec. Z Grzybowca kolejny trudny zjazd techniczny w kierunku Piechowic (na mapie w wielu miejscach widać, że jechałem całkowicie po lesie, po łąkach i polach).
Z Piechowic ruszyłem w kierunku celu nr. 3 (Kopalnia), ale już nie dojechałem. Odbiłem na Polanę Czarownic, "zaliczyłem" jeszcze Krokusy i zjechałem do domu. Po wyniku kcal (5480) domyślacie się, że miałem już dość.
Teraz pozostanie najprzyjemniejsze: odtworzenie spalonych kcal przy użyciu napojów regenerujących "inaczej" - czego i Wam z okazji kończącej się soboty życzę. :)
Link do dokładniejszych statystyk treningu w serwisie: navime.pl
i ogólna mapka + profil:
Kategoria Treningi














