Treningi
| Dystans całkowity: | 59467.10 km (w terenie 2548.50 km; 4.29%) |
| Czas w ruchu: | 2426:04 |
| Średnia prędkość: | 25.11 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 105.50 km/h |
| Suma podjazdów: | 626336 m |
| Maks. tętno maksymalne: | 195 (108 %) |
| Maks. tętno średnie: | 184 (92 %) |
| Suma kalorii: | 2305381 kcal |
| Liczba aktywności: | 1375 |
| Średnio na aktywność: | 45.19 km i 1h 46m |
| Więcej statystyk | |
"Trzy świnki" ... i głupek :(
-
DST
85.00km
-
Teren
40.00km
-
Czas
04:50
-
VAVG
17.59km/h
-
VMAX
55.30km/h
-
Temperatura
20.0°C
-
HRmax
175( 88%)
-
HRavg
146( 74%)
-
Kalorie 4250kcal
-
Podjazdy
2040m
-
Sprzęt Stary
-
Aktywność Jazda na rowerze
Trzy świnki" to takie kamyki, a głupek to ja.
Czterdziestka na karku, dwa fakultety skończone a ja zapier*** ... po jakiś jagodzinach ... ale do tego dojdziemy.
Wyjechałem chwilę po 10:00 z zamiarem przejechania ok. 100 km i zrobienia przewyższenia ok. 2k. Start z Piechowic kierunek na Polanę Czarownic, powrót do drogi na Rozdroże, lekki zjazd, znów podjazd i finalnie jestem na Rozdrożu.
Jest ok - jadę dalej: kierunek Kopalnia Stanisław. Wjechałem całą trasę bez podpórki (mam głównie na myśli podjazd na sine skałki).
Wszystko ok - kilka fotek na samej Kopalni:




Następnie zjazd do Jakuszyc i podkusiła mnie jedna z dróg - szutrowa, mocno zarośnięta i kamienista. Jadę ale w pewnym momencie droga nawróciła i znów wylądowałem w Jakuszycach przy samej granicy. No nic - miałem wyjście awaryjne więc przekraczam granicę i 500 m. za nią jest asfalt pnący się mocno do góry.
Super - dzisiaj miało być dużo do góry ... .
Jadę - sprawdzę co jest dalej w miejscu jak się on (czyli asfalt) kończy. No więc pedałuję. Na samym szczycie zaczyna się droga szutrowa, która szybko się kończy i co ? - i nic - dookoła jagodziny i kosodrzewina.
W tym miejscu wyglądało to tak:
Po zrobieniu tej prostej widok na kierunek skąd przyszedłem:
I kolejna prosta:
Oczywiście co 50 metrów stoją też słupki graniczne. Myślę (chociaż to chyba określenie mocno na wyrost
) idę dalej - wzdłuż słupków. Mijam jeden, drugi, dziesiąty, pięćdziesiąty i zaczynam się wkurzać. Z jednej strony mogę tak iść w nieskończoność (a może zaraz mnie jakaś ekipa z KPNu zwinie ?), z drugiej strony jak pomyślę ile już przeszedłem to aż mnie wzdryga na samą myśl powrotu. 
A oczywiście nawierzchnia (heheh - nawierzchnia jest widoczna na zdjęciach) taka, że z buta się ciśnie w jedną jak i w drugą stronę.
Nie ma możliwości żeby jechać. No i tak sobie prowadzę rower myśląc co dalej ? W pewnym momencie doszedłem do bagna.
Jakoś je obszedłem mocząc sobie buty i stopy, ale dramatu nie ma - oby nie trzeba było tędy wracać. No i idę. Kolejnych kilkadziesiąt słupków i zaczynam mocno się wkurzać.
Miałem jeździć, trenować, a nie biegać z rowerem po zboczach zarośniętych jagodzinami i kosodrzewiną. W jednym miejscu jestem już zdecydowany wracać ... ale znów na samą myśl ile przeszedłem to myślę: ostatnia prosta i jak nie zobaczę na horyzoncie czegoś dającego nadzieję to wracam.
Ta prosta wyglądała tak:
U jej końca fotka w drugą stronę:
No i na końcu drogi dostrzegłem w tle jakieś schronisko.
No więc gibam dalej. Doszedłem na szczyt góry i widzę, że jeszcze tylko mnie czeka zejście w dół (na samym dole oczywiście kolejna przeprawa przez bagno) i wejście zboczem do góry. No i sobie wszedłem.
Po wejściu na kolejną górę zrobiłem zdjęcie skąd przyszedłem (to ta przecinka wśród kosodrzewiny)
:
I lekkie zbliżenie (widzicie te białe słupki graniczne ?
). U dołu ten fragment polany to oczywiście kolejne bagno, które musiałem przebyć:
Wychodzę wreszcie z kosodrzewiny na drogę (z rowerem pod pachą), ludzie się na mnie patrzą jak na jakiegoś debila.
Ja w zasadzie jestem szczęśliwy bo wylądowałem na utwardzonej drodze (z buta zrobiłem 5 km). 
Ale nic - dochodzę do schroniska pytam:
- gdzie ja jestem ... ?
- odpowiedź: Szrenica. 
Eeeeee ... no nic - kilka fotek krajobrazowych:


i rowerek:
następnie zahaczyłem obok o wspomniane w tytule "trzy świnki":

i zjazd rowerem przez Halę Szrenicką do wodospadu Kamieńczyk i w kierunku domu. Oczywiście zjazd ze Szrenicy w tempie żółwia ze względu na ludzi, nawierzchnię i nachylenie. 
Przy okazji mam już oba zestawy gumek hamulcowych do wymiany bo je ścięło na tym zjeździe do zera. Po Wałbrzychu miały być wymienione ale chciałem je jeszcze trochę "doeksploatować" i tak je "ekploatowałem", że niewiele brakowało i bym ze Szrenicy schodził na nogach.
Na koniec po zjeździe do Piechowic zebrałem się jeszcze w sobie i zrobiłem podjazd pod Michałowice, delikatny pod Pakoszów i raz jeszcze Górzyniec.
Ogólnie wymęczyłem te 2k w pionie, w dystansie niestety nie dobiłem do tych 100 km przez sporą stratę czasową związaną ze spacerowaniem wśród jagodzin (jagód brak - jakby kogoś to interesowało
). Dzisiaj to była taka symulacja przeciętnego etapu BA ... zobaczymy jak będzie z formą jutro, aczkolwiek ma padać więc też nie wiem czy coś wyjdzie z planowanej przejażdżki.
Link do dokładniejszych statystyk treningu w serwisie:
Navime.pl + mapka:
Kategoria Treningi
Zmęczony ... .
-
DST
34.00km
-
Teren
7.00km
-
Czas
01:28
-
VAVG
23.18km/h
-
VMAX
58.60km/h
-
Temperatura
20.0°C
-
HRmax
156( 79%)
-
HRavg
131( 66%)
-
Kalorie 1600kcal
-
Podjazdy
550m
-
Sprzęt Stary
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dzisiaj bez sił.
Tętno bardzo niskie, ale patrząc przez pryzmat pozytywów to: spaliłem trochę kcal i pobyłem na świeżym powietrzu.
Myślałem sobie dzisiaj (podczas pedałowania): czy gdybym jechał w tym momencie jakiś etap BA to czy byłaby szansa na ukończenie etapu ? - stwierdziłem, że raczej nie.
A nawet jeśli, to co z kolejnym dniem ? Uhhhh ... będzie się działo. 
Mapka:
Kategoria Treningi
2 x rower = 4 x Polana Czarownic + okolice domu
-
DST
58.00km
-
Teren
22.00km
-
Czas
02:35
-
VAVG
22.45km/h
-
VMAX
58.00km/h
-
Temperatura
19.0°C
-
HRmax
165( 83%)
-
HRavg
144( 73%)
-
Kalorie 2700kcal
-
Podjazdy
1110m
-
Sprzęt Stary
-
Aktywność Jazda na rowerze
Na dzisiaj miałem w planach jakiś tam trening po pracy, a wieczorkiem basen. Trening po pracy zrobiłem na tyle na ile mi czas pozwalał (80 minut) więc jego intensywność jest "dość" konkretna.
Z basenu mi się wszyscy wykruszyli, a samemu iść mi się nie chciało, więc po 20:00 jeszcze raz wyskoczyłem na rower.
Do południa na "starym", wieczorem na "nowym".
Mapka:
Kategoria Treningi
Korzystając z chwilki czasu.
-
DST
40.00km
-
Teren
8.00km
-
Czas
01:42
-
VAVG
23.53km/h
-
VMAX
59.40km/h
-
Temperatura
18.0°C
-
Kalorie 1600kcal
-
Podjazdy
570m
-
Sprzęt Stary
-
Aktywność Jazda na rowerze
Zapomniałem dzisiaj opaski więc pomiaru tętna nie ma. Pokręciłem tyle na ile czas mi pozwolił. To i tak dobrze, bo kilka dni temu nie widziałem takiej możliwości. Dzisiaj już padam ze zmęczenia więc będę się zbierał do spania.
Mapka:
Kategoria Treningi
35 minut i ... burza.
-
DST
16.00km
-
Czas
00:35
-
VAVG
27.43km/h
-
VMAX
35.40km/h
-
Temperatura
30.0°C
-
HRmax
156( 79%)
-
HRavg
135( 68%)
-
Kalorie 650kcal
-
Podjazdy
60m
-
Sprzęt Nowy
-
Aktywność Jazda na rowerze
Czasu starczyło na 35 minut i pojawiła się burza z ulewnym deszczem i wypędziły mnie do domu.
Wiedziałem, że tak będzie więc jeździłem po osiedlu i we właściwym momencie zakończyłem jazdę.
W tym tygodniu już nie dam rady wsiąść na rower więc trochę szkoda, że dzisiaj tylko tyle, ale nic ... sumarycznie patrząc na minione dni to nie ma dramatu.
Mapka:
Kategoria Treningi
Między egzaminami ...
-
DST
33.00km
-
Teren
25.00km
-
Czas
01:39
-
VAVG
20.00km/h
-
VMAX
50.00km/h
-
Temperatura
33.0°C
-
HRmax
167( 84%)
-
HRavg
144( 73%)
-
Kalorie 2100kcal
-
Podjazdy
700m
-
Sprzęt Stary
-
Aktywność Jazda na rowerze
Trening w samo południe. Po pierwszym egzaminie (a przed drugim) musiałem odreagować psychicznie. Trening w "pobliżu domu" ponieważ nie wchodził "w grę" jakikolwiek defekt i ewentualne spóźnienie. Energia roznosiła więc zrobiłem kilka podjazdów. 
Byłem tak zamyślony, że po powrocie do domu gdyby mnie ktoś spytał gdzie byłem to miałbym problem z odpowiedzią. Tak naprawdę z mapki przejazdu dowiedziałem się, że byłem na Polanie Czarownic trzy razy (kojarzyłem dwa) i raz na Krokusach, czego w ogóle nie pamiętam. 
.
Mapka:
Kategoria Treningi
Single pod Smrkiem - mój debiut :)
-
DST
101.00km
-
Teren
50.00km
-
Czas
04:59
-
VAVG
20.27km/h
-
VMAX
51.40km/h
-
Temperatura
27.0°C
-
HRmax
166( 84%)
-
HRavg
133( 67%)
-
Kalorie 5300kcal
-
Podjazdy
1670m
-
Sprzęt Nowy
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dzisiaj po raz pierwszy dzięki towarzystwu Adama miałem okazję odwiedzić sławne single pod Smrkiem. W zasadzie byłem w tych okolicach (Polska strona) wielokrotnie, ale nie widziałem, że są one obok.
Umówiliśmy się z Adamem o 9:30 na Rozdrożu Izerskim. Ja pojechałem rowerem i jednak od samego początku nie czułem się na siłach na jakiś kosmiczny trening.
Ale nic - umówiłem się, więc zmierzałem na miejsce spotkania. Po 5 minutach padła mp3 (z niewiadomego powodu) więc cały trening bez muzyki.
Dojazd na Rozdroże uzmysłowił mi też zmęczenie po wczorajszym - tętno było byle jakie. Na Rozdrożu miałem 400 m przewyższenia na dystansie 17 km i średnie tętno w pierwszej strefie. Beznadzieja. 
Pojechaliśmy. Adam prowadził na najlepsze single, którymi systematycznie jeździ. Było super do czasu aż nie wyrobiłem zakrętu i przydzwoniłem w drzewo. Nawet nie wiem jak to się stało, że z rowerem i ze mną wszystko ok. 
Wcześniej oczywiście poginaliśmy aż miło. Też mocno to mnie sponiewierało bo jechaliśmy chyba na maksa zarówno na podjazdach czy zjazdach. Ciągle te hopki na których dokręcaliśmy na maksa.
Po spotkaniu z drzewem trochę mi entuzjazm opadł, ale znów na kolejnych km nabierałem pewności siebie i wkrótce po raz drugi wyfrunąłem ze ścieżki (przez bandę).
Wtedy już byłem myślami w temacie "powrotu do domu".
Powrót do domu bardziej asfaltami bo musiałem wrócić między 14:00 a 15:00. Miałem też troszkę dość tych singli z uwagi na te dwa "dzwony", zmęczenie i myśl, że nawet jak już dotrzemy do Świeradowa to jeszcze czeka nas podjazd na Rozdroże, a później ja jeszcze do Jeleniej. 
W Świeradowie duszkiem wypiłem Żubra, napój Oshee (pierwszy raz to kupiłem, a Bartek zawsze to pije więc może warto spróbować) do kieszonki i jazda dalej. Po tym Żubrzyku trochę sił odzyskałem (a może to po Oshee ?) i wyraźnie dominowałem nad Adamem jak jechaliśmy w kierunku Rozdroża.
Trochę mnie to podniosło na duchu, bo przecież na Memoriale prawie do ostatnich metrów walczyliśmy (ze sobą) o końcowy sukces.
Na Rozdrożu się pożegnaliśmy i pojechałem w kierunku domu. Żal mi było brakujących ok. 10 km do setki więc trochę wydłużyłem "dojazdówkę" do domu i cel jakby nie patrzeć osiągnąłem. Ale na progu wejścia do domu padłem.
Teraz piję whisky, za 10 minut wychodzę na imprezę i już się czuję na siłach aby w razie co jeszcze dzisiaj powtórzyć ten przejazd. Hehehe. 
Na koniec Adam i ja w jakimś tam miejscu w Czechach:

Było super ... jutro nie wsiadam na rower.
Aha, rower się sprawdził - nic nie nawaliło, wszystko jest ok, muszę jedynie zlokalizować przyczynę "chrupania" podczas kręcenia z dużym naciskiem na pedały. Prawdopodobnie kwestia naoliwienia czegoś. 
Miewałem w przeszłości takie objawy, ale nie pamiętam co pomagało aby je wyeliminować ... .
Denerwuje mnie też (chyba się odzwyczaiłem) to terkotanie (piast ?) podczas jazdy bez pedałowania. Ale się ponownie przyzwyczaję. 
Link do dokładniejszych statystyk treningu w serwisie:
Navime.pl + mapka:
Kategoria powyżej 100 km, Treningi
Interwałowo = zero po płaskim.
-
DST
44.00km
-
Teren
39.00km
-
Czas
02:14
-
VAVG
19.70km/h
-
VMAX
49.00km/h
-
Temperatura
21.0°C
-
HRmax
175( 88%)
-
HRavg
145( 73%)
-
Kalorie 2850kcal
-
Podjazdy
1090m
-
Sprzęt Stary
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dzisiaj były dwa stany: pod górę albo z góry.
Miałem ok. 2 godzin czasu i postanowiłem pojeździć po Górzynieckim lesie. Początkowo miałem problem aby się zmotywować, ale jak złapałem zadyszkę (czytaj: organizm zaakceptował planowany wysiłek) to już dalej jakoś poszło. Do Górzyńca jest pod górę więc zadyszka przyszła gładko i szybko.
Na pierwszym zjeździe (na krzyżówce dróg jak wyleciało mi picie z koszyka i musiałem się po nie cofnąć) to postanowiłem zmienić trasę. Zmiana trasy przyniosła następujące wrażenia: strumyki płynącej wody (a więc się trochę ubłociłem) i dużo kamieni, które wypłukało po ostatnich powodziach.
Opony jakie miałem to Race Kingi i troszkę się obawiałem kapcia.
U góry jeszcze dobrze to wyglądało:
a później już mi się nie chciało zatrzymywać i wyciągać telefonu więc ... to koniec zdjęć. 
Ale nic, zjechałem, wyszło nawet dość technicznie z uwagi na wyżłobione przez potoki dziury w poprzek drogi. Następnie zacząłem jechać pod górę. Pod koniec kolejnego podjazdu zapragnąłem się napić i co ? - picia nie ma. 
Kurka - wypadło gdzieś na tym pierwszy zjeździe. No nic - postanowiłem dokończyć podjazd stromym odcinkiem, który łączy Rezerwat Krokusów z drogą o poziom wyższą. Zawsze ten fragment występował na maratonie Piechowickim i zawsze go butowalem na tym etapie maratonu.
Dzisiaj podjechałem bo jakby nie patrzeć był to początek mojego treningu i cały czas jest w mojej głowie to co Bartek (fantastycznie zresztą) napisał u siebie (poprawiłem jedynie literówki, błędy stylistyczne, gramatyczne i orty - takie zboczenie zawodowe):
---
[...] zaczyna się singlowy podjazd po korzeniach , kamieniach itp. Ja od razu
się wqurwiam bo ludzie jadący (to za duże słowo) na maszynach Bóg wie
za ile, nawet nie próbują walczyć z trasą. Schodzą jak barany jeden za
drugim. Nie wytrzymuje zaczynam pytać czemu tak bez walki - spuszczają
łby. Rozumiem, że można czegoś nie wjechać, sam nie jestem jakimś super
technikiem ale ja mam zasadę że cisnę dopóty, dopóki nie stanę, uśliznę
itp. a tam marsz żałobny. Porażka, zachowują się jakby ktoś im wmówił
że będzie trudno, a oni się z tym pogodzili bez walki - jak dla mnie
przykre. Odcinkami butuję z nimi ale dalej wyprzedzam, bo ciągną się jak
smród ... no nic takie refleksje mnie naszły ;)
---
Moje przejazdy maratonowe idealnie pasują do powyższego opisu, ale moje butowanie nie blokuje innych i nie jest ograniczeniem prędkości jazdy innych. Prowadzę rower (z moją wagą i wzrostem widzę tu zysk "energetyczny") ale jeśli nie ma to znaczenia dla przemieszczania się innych jadących to co za różnica czy ja jadę czy prowadzę rower (w tym samym tempie co wszyscy) ?
Nie biorę sobie tego do serca bo przekaz Barta to na pewno nie był fakt zwrócenia uwagi na to, że ktoś prowadzi rower, tylko, że tym swoim prowadzeniem blokuje kogoś kto chciałby jechać (szybciej). Sprawa jasna i pomimo, że taktycznie ze swojej strony widzę to inaczej, to rozumiem i dostrzegam irytację kolegi. 
Ja dokładnie tak samo to widzę na zjazdach, tylko, że niestety o ile na podjazdach jak ktoś poprosi żebym go przepuścił to zawsze odskakuję na pobocze, o tyle na zjazdach rzadko kiedy można się tego doprosić ze strony innych, a już przez grupę jadących osób to w zasadzie nigdy.
No nic ... taka dygresja. 
No więc z jednym uśliźnięciem i podpórką wyjechałem cały podjazd pomimo strumieni wody i błota w początkowej fazie. Następnie zjazd ... i tu ile razy bym go nie jechał to zawsze marzę o jednym: "kiedy koniec" ?
Jest to odcinek strasznie kamienisty (ma dokładnie 3 km) i na rowerze HT całkowicie "zabija" ręce. U dołu z trudnością od bólu można wyprostować palce bo cały zjazd to na maksa zaciśnięte dłonie na kierownicy i wszystkie mięśnie cały czas napięte.
Zawsze się zastanawiam czy lepiej jechać szybko i mieć ten odcinek szybko "z głowy" czy jednak jechać wolniej i mieć jeszcze jakieś czucie w rękach (na jego końcu). Z uwagi na powyższe to na treningach nie jeżdżę tędy.
Szkoda, że już nie mam full'a bo właśnie na tym odcinku można by pokazać jaki mógłby być zysk czasowy jadąc go na tych dwóch rowerach (full i HT). Ale nic ... nie ma co gdybać z uwagi na brak możliwości porównania.
Oczywiście można też spróbować pokazać jaka byłaby (ewentualna) strata roweru full względem HT na podjeździe.
Ostatnio z przypadku (przepraszam za cytat), ale może ktoś mądrzejszy to skomentuje to kolega Adam sprzedając swoją ramę (full) napisał:
"Jeździ się na niej rewelacyjnie. Kupiłem ją z całym zestawem latem zeszłego roku, jeździłem na niej zaledwie kilka miesięcy,
aż teraz żałuję, że tylko tyle, ale w chwili obecnej nie jest mi taki
rower potrzebny, bo poszedłem w stronę wyścigów, a tam Hardtail sprawdza
się generalnie lepiej".
Nie chcę (i nie jest to absolutnie moim zamiarem) aby prowadzić batalię (czy wywołać jakąś wojnę) w temacie "co lepsze", ale może ktoś mądry i z doświadczeniem (wszak kilka osób mojego bloga czyta) pokusi się o analizę przydatności roweru full w jakże przyziemnym aspekcie maratonów MTB ? 
Może są jakieś uwarunkowania których my "totalni amatorzy" nie znamy (lub nie przywiązujemy do nich uwagi) przez które odczucie jazdy na rowerze full w porównaniu do HT wypada "gorzej" przede wszystkim na podjazdach. Nie wiem ... ja sam cały czas się uczę na każdym kroku. W minionym tygodniu dowiedziałem się, że pancerze do linek hamulca i przerzutek są rożne, o różnych budowach i parametrach ... lub chociażby, że kółka przerzutek podlegają wymianie w celu np. poprawienia parametrów działania wspomnianej przerzutki. 
Dobra ... wracając do tematu to w tym momencie powtórzyłem jazdę w stronę pierwszego zjazdu. Zapragnąłem odnaleźć swoje picie. Wyjechałem ten podjazd w całości i picia nie znalazłem.
A już mnie w tym miejscu konkretnie suszyło. Później jeszcze wymęczyłem podjazd w kierunku na rozdroże izerskie, raz jeszcze krokusy i kolejny raz Polana Czarownic. Sumarycznie wyszło bardzo fajnie technicznie, w terenie i interesująco w stosunku dystans-przewyższenie.
Cały trening na luzie, w dole drugiej strefy tętna (z reguły jeżdżę na samej górze pierwszej strefy) - czyli o jakieś 1-5 ud/min mniej.
Muszę tak jak dzisiaj pojechać na BA bo tylko taka jazda daje szanse na jego ukończenie. 
Niby dzisiaj wyszło 44 km z przewyższeniem 1090 m ... i nadal nie mam wyobrażenia jak na BA ma być prawie codziennie dwa razy tyle w pionie na dystansie jedynie o ok. 15-20 km dłuższym ? 
Wynika z tego, że będzie bardzo stromo pod górę i bardzo stromo w dół. Ogólnie to wolę butować "strome podjazdy" niż ich odpowiedniki znacznie bardziej płaskie. 
Dobra ... tyle refleksji na dzisiaj - jutro jakiś tam trening na nowo złożonym rowerku. 
Mapka::
Kategoria Treningi
Na dobicie ...
-
DST
50.00km
-
Czas
02:06
-
VAVG
23.81km/h
-
VMAX
60.20km/h
-
Temperatura
16.0°C
-
HRmax
150( 76%)
-
HRavg
128( 64%)
-
Kalorie 2150kcal
-
Podjazdy
650m
-
Sprzęt Stary
-
Aktywność Jazda na rowerze
Od jutra zostaję sam z dzieciaczkami więc nie będę miał możliwości na trening. Jeździłem więc ostatnimi dniami codziennie. Dzisiaj już było bardzo ciężko się zmobilizować. Po tętnie też widać, że to już ostatnie moje podrygi. 
Ale to dobrze, bo przez najbliższe dwa dni nie będzie mnie ciągnęło na rower i akurat w okolicach weekendu znów powrócę na lokalne trasy. 
Mapka:
Kategoria Treningi
Takie sobie, nic istotnego.
-
DST
40.00km
-
Teren
16.00km
-
Czas
01:41
-
VAVG
23.76km/h
-
VMAX
63.30km/h
-
Temperatura
18.0°C
-
HRmax
170( 86%)
-
HRavg
142( 72%)
-
Kalorie 2100kcal
-
Podjazdy
680m
-
Sprzęt Stary
-
Aktywność Jazda na rowerze
Troszkę po lesie między Górzyńcem, a Rozdrożem Izerskim i później powrót przez Zakręt Śmierci i Szklarską do domu.
Chciałem też "ukraść" KOM'a z wjazdem na Polanę Czarownic, ale stan nawierzchni po ostatnich powodziach był na jednym odcinku fatalny i zabrakło 48 sekund.
Aczkolwiek 48 sekund to sporo i nie wiem czy w normalnych warunkach bym je w tym miejscu urwał (może z wariantem odpoczynku wcześniej). No nic - popedałowałem troszkę i można wieczorkiem jeszcze basenik pyknąć. 
Mapka:
Kategoria Treningi














