Marzec, 2014
Dystans całkowity: | 727.05 km (w terenie 45.00 km; 6.19%) |
Czas w ruchu: | 27:34 |
Średnia prędkość: | 26.37 km/h |
Maksymalna prędkość: | 64.60 km/h |
Suma podjazdów: | 6140 m |
Maks. tętno maksymalne: | 185 (93 %) |
Maks. tętno średnie: | 155 (78 %) |
Suma kalorii: | 27200 kcal |
Liczba aktywności: | 15 |
Średnio na aktywność: | 48.47 km i 1h 50m |
Więcej statystyk |
aquapark # 16
-
Aktywność Pływanie
Basen, jacuzzi, sauny, masaż wodny.
Kategoria inne
[wytrzymałość]Równym tempem.
-
DST
39.00km
-
Czas
01:20
-
VAVG
29.25km/h
-
VMAX
33.68km/h
-
Temperatura
16.0°C
-
HRmax
156( 79%)
-
HRavg
139( 70%)
-
Kalorie 950kcal
-
Sprzęt Elite
-
Aktywność Jazda na rowerze
Skoro było ciepło, sucho, bezwietrznie i nie mogłem jeździć na dworze to tym bardziej nie pójdę w zimnie, na wietrze i ulewnym deszczu.
Wykonałem korektę wagi na balkonie w równym tempie i wysokiej kadencji.
Dzisiaj:
Obciążenie 3, 80 minut, kadencja 103 rpm.
Szczegóły:
Kategoria Trenażer, Treningi
Jazda na 100%, wzrost formy o 7%.
-
DST
50.00km
-
Czas
02:00
-
VAVG
25.00km/h
-
VMAX
57.76km/h
-
Temperatura
14.0°C
-
HRmax
175( 88%)
-
HRavg
155( 78%)
-
Kalorie 2350kcal
-
Podjazdy
970m
-
Sprzęt Stary
-
Aktywność Jazda na rowerze
Kiedyś (kwiecień 2013 r) pojechałem mocno pewną trasę. Pojechałem ją wówczas tak dobrze, że formę tamtego dnia oceniłem jako taką, którą chciałbym mieć na jakimś maratonie. Dzisiaj po 5-ciu pięknych dniach przerwy musiałem pojechać coś sprintem i spowodować zajechanie się w ciągu 2 godzin (tyle miałem czasu). Wybór padł na powtórzenie tych trzech "pętelek" (aczkolwiek taką decyzję podjąłem na koniec pierwszego podjazdu na Michałowice jak czas wjazdu minimalnie ustępował rekordu życiowemu). Od przejazdu do którego mogę się przyrównać minęło 11 miesięcy więc przy okazji można porównać formę tej "wiosny" względem tego samego okresu sprzed roku. Często się zastanawiamy: "kurde jestem lepszy niż rok temu czy nie" - ja już wiem.
W zeszłym roku przejechałem te okrążenia (x3) w obie strony, ale dzisiaj wybór padł na kierunek: Michałowice-Sobieszów-Piechowice. Te same okrążenia przejechane na maksa w przeciwnym kierunku są do zrobienia trochę szybciej.
Ale do rzeczy - 11 miesięcy temu pojechałem je w rytmie:
Okrążenie 1: czas 42:30, śr. prędkość 23,21 km/h
Okrążenie 2: czas 42:23, śr. prędkość 23,24 km/h
Okrążenie 3: czas 42:39, śr. prędkość 23,13 km/h
a dzisiaj:
Okrążenie 1: czas 38:49, śr. prędkość 25,52 km/h
Okrążenie 2: czas 39:55, śr. prędkość 24,55 km/h
Okrążenie 3: czas 39:47, śr. prędkość 24,64 km/h
Rok temu sumaryczny czas wyniósł 2 godziny, 7 minut i 32 sekundy, podczas gdy dzisiaj: 1 godzina, 58 minut i 31 sekund. Różnica daje więc 9 minut i 1 sekundę !! To z kolei można przeliczyć na wzrost formy o 7%.
Nie wiem jakich różnic można realnie oczekiwać i o jakich marzyć z roku na rok, ale ja dzisiejszy wynik biorę w ciemno.
Trasa była na tyle długa i górzysta, że daje (moim zdaniem) obiektywny wynik pomiaru formy i odpowiedź na to czego mógłbym oczekiwać po tegorocznych startach.
Link do dokładniejszych statystyk treningu w serwisie:
Navime.pl + mapka:
Kategoria Treningi
aquapark # 15
-
Aktywność Pływanie
Basen, jacuzzi, sauny, masaż wodny.
Kategoria inne
[wytrzymałość]Znowu błąd "taktyczny" :(
-
DST
26.00km
-
Czas
00:48
-
VAVG
32.50km/h
-
VMAX
51.40km/h
-
Temperatura
16.0°C
-
HRmax
158( 80%)
-
HRavg
142( 72%)
-
Kalorie 850kcal
-
Sprzęt Elite
-
Aktywność Jazda na rowerze
No nie potrafię właściwie pokierować swoim "losem". Z jednej strony chciałbym trenować i trenować i ... nawet jak jestem zmęczony to mam momenty takie, że czuję, że mógłbym góry przenosić. Po czym 5 minut treningu wszystko weryfikuje i następuje zniechęcenie i wegetacja.
[Uwaga] - Dalszy komentarz będzie pewnie mocno refleksyjny.
Po treningu niedzielnym (jak dostałem w kość) to zaplanowałem spokojny tydzień. Wczoraj basenik - ok, dzisiaj zastanawiałem się pomiędzy regeneracją a wytrzymałością. Planowo powinny być interwały, ale o tym nie mogło być mowy. Wczoraj w biegu wymieniłem tę problematyczną koronkę w kasecie i powinno być ok (nawet nie miałem czasu sprawdzić czy tak jest) bo z pracy biegłem do pracy . Dzisiaj wsiadam, chcę jechać, upewnić się, że wszystko jest w porządku i na skrajnym przełożeniu (z przodu największa tarcza i z tyłu największa) prawie rower mi się złamał. Patrzę no jak byk łańcucha brakuje. Przerzutka jakoś kosmicznie wygięta. Zmarnowałem godzinę czasu przy zapadającym zmroku, na balkoniku 1x2m2 zastawiony wiaderkami i innymi pierdołami, klnąc pod nosem, upaprany smarem po łokcie, w zębach z latarką ale wreszcie chyba zlokalizowałem przyczynę. Ostatnim razem jak oddawałem rower do serwisu w celu naprawy manetek zwrócono mi uwagę na zbyt długi łańcuch. Skrócili go optymalnie (za moją zgodą), a miesiąc temu ten łańcuch wymieniłem ja na nowy skracając go "wizualnie na oko" (na podstawie starego). Jaki efekt ? - łańcuch stary jest o 3 sworznie dłuższy niż ten co zamontowałem. Na wspomnianym przełożeniu brakuje łańcucha i rower się aż wygina. No nic ... albo będę jeździł zapominając o tym skrajnym przełożeniu, albo trzeba łańcuch wkrótce wymienić na inny. Przypadek jest na tyle skrajny, że jak już wrzucę to problematyczne przełożenie to przerzutka jest tak napięta, że zwolnienie naciągu linki nie zmienia przełożenia. Dramat, ale za błędy w taki sposób się płaci.
Po tych wszystkich doświadczeniach wsiadłem na rower i ... męczyłem się. To co wymęczyłem to wymęczyłem - niech będzie jak jest. Tętno dzisiaj też się nie "kręciło" a to oznaka zmęczenia. Może i bym dociągnął do pełnej godziny, ale po co ? - na siłę ? - bez sensu.
Muszę jakoś zmusić się do większego luzu i może dopiero w niedzielę coś depnąć.
W przeszłości miałem zawsze sytuacje odwrotne - każdy trening to było zmuszanie się do jazy (oczywiście na dworze). Nie chciało mi się, ale co 2-3-4 dni wsiadałem na rower i trenowałem. Byle "zaliczyć" trening. W tym roku po raz pierwszy mam odwrotnie (i to przez cały czas tych moich przygotowań). Mam chęci do treningu non-stop, ale jak przychodzi co do czego to często wychodzi, że jestem po prostu zmęczony/senny itp. Zmęczony nie tylko częstymi jazdami, ale pracą, robieniem wszystkiego w biegu, opieką nad dziećmi itp. itd.
Chcę jeździć, jestem teoretycznie w stanie znaleźć chwilę czasu codziennie ale jak przyjdzie co do czego to brakuje sił.
W tym całym naszym sporcie podoba mi się jeszcze jedna rzecz. To, że w maratonach, w przygotowaniu do nich dużą rolę odgrywa dyspozycja dnia, szczęście, ogólne przygotowanie do sezonu, pewne maksima i minima formy/zmęczenia w danym dniu i wiele innych czynników. Fajnie, że to nie jest samo wytrenowanie, pewien automatyzm ale też spory element taktyczny co zrobić na 3 dni przed maratonem, jaką taktykę obrać podczas jazdy, jak zareagować jak coś w trakcie nie pójdzie zgodnie z planem. Czasami jest sucho, a czasami błoto po ośki. Czasami trzeba założyć takie opony, a czasami inne. To lubię i mi się podoba. Kto lepiej to wykombinuje ten "wygrywa". Gdyby to wszystko zależało od 1-2 czynników to bym pewnie nie dał rady, a tak jest to jakieś wyzwanie dla człowieka. I to jest fajne.
Szczegóły:
Kategoria Trenażer, Treningi
aquapark # 14
-
Aktywność Pływanie
Basen, jacuzzi, sauny, masaż wodny.
Kategoria inne
Po górkach ... było wyjątkowo :)
-
DST
135.00km
-
Czas
05:40
-
VAVG
23.82km/h
-
VMAX
60.80km/h
-
Temperatura
11.0°C
-
HRmax
185( 93%)
-
HRavg
143( 72%)
-
Kalorie 5600kcal
-
Podjazdy
1730m
-
Sprzęt Stary
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dzisiejsza jazda zgodnie z wczorajszym założeniem odbyła się w grupie 6-ścio osobowej. Pojechał Mateusz, Paweł, Marcin, Rafał, Marek i ja.
Z Mateuszem (Jelenia Góra), Pawłem (Kowary) i ze mną (Piechowice) umówiliśmy się na start o 9:30 z Kowar. Ja wyjechałem nieco wcześniej więc wydłużyłem sobie "dojazdówkę', ale też nieziemsko zmarzłem. Przez pierwszą godzinę jechałem z zaciśniętymi pięściami bo nie byłem w stanie wytrzymać bólu. Wiem, że można było założyć rękawiczki zimowe, ale co później ? - przy +10/15 stopniach już by się nie przydały. Było wówczas mniej więcej tak:
Trzy kilometry dalej (czyli kilka minut później) już było znacznie lepiej:
Ale nic dotarłem na miejsce spotkania, był już Mateusz, o czasie przyjechał Paweł i ruszyliśmy na przełęcz Okraj.
Jeszcze zdążyłem upamiętnić na fotce Mateusza:
Już po pierwszych 500 metrach wiedziałem, że dzisiejsza jazda mnie zaboli. Mateusz wiedziałem jak jeździ, Paweł w zasadzie też ... po przeczytaniu opisu i wrażeń Ariela z ostatniego ich wspólnego treningu ... ale chłopaki super się zachowali i widząc, że nie trzymam tempa zwolnili i jechaliśmy sobie wspólnie. Z mojej perspektywy (rower 26'' MTB, z oponami 1,75 slicki) to myślę, że tempo na przełęcz było całkiem przyzwoite. Nigdy nie jeździłem na szosie, ostatnio trenuję z szosowcami i zawsze będę trochę odstawał. Tzn. nie zawsze ... pod koniec sezonu kupię sobie rower szosowy więc w przygotowaniach do kolejnego sezonu będę miał chociaż rower dostosowany do ogółu.
Ale fajnie, miałem sobie dać wycisk więc wszystko szło zgodnie z planem - jechaliśmy do góry, tempo było takie jakie dawałem radę utrzymać i było super.
Na szczycie czekali na nas pozostali. Wtedy już razem rozpoczęliśmy zjazd za granicą Państwa Polskiego. Każdy zjazd ma to do siebie, że kiedyś się kończy i trzeba będzie pokonać tę samą trasę w odwrotnym kierunku. Ale nic - jedziemy. 19 km szybkiego zjazdu, nawrót z małą pętelką i gibanie z powrotem. I to już była u mnie walka z samym sobą. Tempo znów było dostosowane do mnie ... tzn. uwzględniając maksa jakiego byłem w stanie wycisnąć. Wielokrotnie wychodziłem na prowadzenie żeby dostosować tempo "pod siebie". Za każdym razem jak ktoś inny prowadził (Mateusz) to prędkość rosła i rosła ... i nie utrzymywałem koła całej grupy. Mam też tak, że nie mogę jechać ostatni. Jak tylko w danej grupie ląduję na końcu to odchodzą mi siły, chęci do jazdy. W między czasie zażyłem też shota BCAA, próbowałem odskoczyć w jednym miejscu i w ogóle zaplanowałem, że na Okraj nie wjadę ostatni. Wkrótce okazało się, że nie było na to szansy.
Finalnie towarzyszył mi Peweł i tak sobie jechaliśmy. Na Okraj dojechaliśmy z kilku minutową stratą (3-5 minut).
Na Przełęczy Okraj wspólna fotka:
Później już zjazd w kierunku na Kowary, gdzie po drodze każdy z nas odbił w swoją stronę. Ja z Mateuszem pojechaliśmy jeszcze na Jelenią Górę i Łomnicę i po jakimś czasie dowlokłem się do Piechowic (Mateusz pojechał ze mną). Tak sobie z "Matim" pogadaliśmy i jestem pełen podziwu, że wybierając się na taki trening (a przecież kierunek i trasa była znana) pojechał z jednym bidonem i w dodatku napełnionym do połowy. Szok !!
Na koniec jeszcze jeden dość istotny szczegół: pobiłem dotychczasowy rekord życiowy w dystansie. Zrobiłem 135 km (dotychczasowy rekord to 128 km). Poprzedni rekord ustanowiłem jakieś 20 lat temu (za czasów technikum) z dwójką kolegów na trasie Piechowice-Jabloniec-Piechowice. To ciężką trasa (duże przewyższenie) więc cieszę się, że nowy rekord też nie jest po płaskim.
Na koniec gorące pozdrowienia i podziękowania dla Pawła za towarzystwo w większości podjazdów. Super z Ciebie facet i gdybyśmy mogli w przyszłości od czasu do czasu gdzieś wyskoczyć to byłoby wspaniale (ja co prawda już wkrótce przejdę w wariant MTB ale nigdy nic nie wiadomo). Dzięki wielkie.
A teraz już sobie piję (regeneruję się) przy użyciu whisky.
Link do dokładniejszych statystyk treningu w serwisie:
Navime.pl + mapka:
Kategoria powyżej 100 km, Treningi
[regeneracja]Prawie jak na wczasach :)
-
DST
57.50km
-
Czas
01:30
-
VAVG
38.33km/h
-
VMAX
62.50km/h
-
Temperatura
16.0°C
-
HRmax
144( 73%)
-
HRavg
125( 63%)
-
Kalorie 1750kcal
-
Sprzęt Elite
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dzisiaj regeneracyjnie przed jutrzejszą "wyrypką" na dworze. Średnia kadencja: 90 rpm, obciążenie 2 (pierwszy raz w tegorocznym cyklu przygotowań). Tak jak dzisiaj to można jeździć na balkonie !!.
Nawet 1,5 godziny jakoś strasznie mocno mnie nie zmęczyło.
Szczegóły:
Kategoria Trenażer, Treningi
[szybkość] + [wytrzymałość] = upodlenie
-
DST
40.75km
-
Czas
01:20
-
VAVG
30.56km/h
-
VMAX
64.60km/h
-
Temperatura
16.0°C
-
HRmax
168( 85%)
-
HRavg
145( 73%)
-
Kalorie 1050kcal
-
Sprzęt Elite
-
Aktywność Jazda na rowerze
Chyba pierwszy raz w tym roku w ostatnich dwóch minutach jazdy czułem już chlupotanie w butach. Było ciężko - nawet sumarycznie wyszło 80 minut pedałowania z kadencją 101 rpm.
Wszystko widać w statystykach podlinkowanego treningu (przycisk "wyświetl szczegóły") więc dalszy komentarz pozostaje zbędny. Jutro całkowity odpoczynek, w sobotę chwila treningu zwanego "regeneracja" i w niedzielę wyjazd na dwór.
W sobotę też odbędzie się imprezka zatytułowana: "pierwszy roczek Martusi":
Dzisiaj:
Obciążenie 3
Etap 1:
15 minut, kadencja 101 rpm, tętno średnie: 131 bpm, prędkość śr. 29,29 km/h
Etap 2: 15 x przyśpieszenie (0:45 (kadencja 120+) - 2:15 (odpoczynek)) - pełen sukces.
Etap 2: 20 minut, kadencja 102 rpm, tętno średnie: 155 bpm, prędkość śr. 29,59 km/h
Szczegóły:
Kategoria Trenażer, Treningi
aquapark # 13
-
Aktywność Pływanie
Basen, jacuzzi, sauny, masaż wodny.
Kategoria inne